| Wielowątkowość przestrzeni |
|
|
|
|
WIELOWĄTKOWOŚĆ PRZESTRZENI
Pojęcie przestrzeni pojawia się w wielu dziedzinach nauki. Jej definicję odnajdujemy w fizyce, matematyce, ale również w filozofii. Z jednej strony jest integralną częścią naszego życia, z drugiej nienamacalną zagadką… Wielowątkowość tego zjawiska sprawia, że nie ma ono konkretnej definicji. Trudno wskazać granice przestrzeni, zmieniające się w zależności od postrzegającego, może więc sam człowiek jest jej wyznacznikiem? Przestrzeń od wieków postrzegana była jako absolut, coś niezmiennego, nieograniczonego i niepojętego. Zmieniło się to w 1905 roku, kiedy Albert Einstein sformułował i przedstawił światu Teorię Względności. Nagle okazało się, że czas i przestrzeń łączą się i razem tworzą arenę zdarzeń fizycznych. Z fizycznego punktu widzenia czasy i przestrzeń, w jakich żyjemy determinują nasze życie. Stąd pojęcie PRZESTRZENI EGZYSTENCJONALNEJ. Inaczej wyglądała przestrzeń człowieka 2000 lat temu, inaczej teraz; „Egipska dusza uważała, że podąża wąską nieodwołalnie wytyczoną ścieżką życia, aż do końca, gdy staje przed sędziami zmarłych. Taka była idea jej przeznaczenia.”[1] Graficznie przedstawiona przestrzeń życiowa Egipcjanina wyglądałaby podobnie do chrześcijanina z okresu średniowiecza.
Ryc. 1.
Porównując życie Egipcjanina do człowieka renesansu, którego celem była chęć poznania, zbadania świata i siebie samego, schemat wyglądałby zupełnie inaczej.
Ryc. 2.
Gdyby było możliwe przeprowadzenie eksperymentu, w którym każdy miałby przedstawić graficznie swoją przestrzeń życiową, otrzymalibyśmy mnóstwo znaków. Byłoby ich tyle, ile sposobów postrzegania świata. Przedstawiłyby one naszą indywidualną PRZESTRZEŃ PERCEPCYJNĄ. Miałyby jednak pewną cechę wspólną – CENTRUM, „(…)którym jest postrzegający człowiek.”[2] Przestrzeń percepcyjna „(…)wyposażona jest w doskonały system kierunków, zmieniający się z każdym poruszeniem naszego ciała; jest ograniczona i w żadnym razie nie neutralna; inaczej mówiąc, jest skończona, różnorodna, definiowalna i postrzegana subiektywnie. Odległości i kierunki zależą od człowieka…”[3] Podsumowując PRZESTRZEŃ PERCEPCYJNA jest subiektywna i zmienna. Zupełnie inaczej „funkcjonuje” PRZESTRZEŃ ARCHITEKTONICZNA. „Przestrzeń architektoniczna niewątpliwie istnieje niezależnie od przypadkowego postrzegającego, ma własne centra i kierunki.”[4] Co więcej wychodząc z „(…)aksjomatu, że budynki składają się z przestrzeni,(…) przestrzeń architektoniczna istnieje”[5], jednak przestrzenie te współistnieją ze sobą.
„Przestrzeń architektoniczna konkretyzuje publiczna przestrzeń egzystencjalną, która zawiera w sobie wiele prywatnych przestrzeni egzystencjalnych.”[6] Rudolf Schwarz mówi: ”Ludzie nakładają swą wewnętrzną ziemie na krajobraz zewnętrzny i obie te części staja się jednością.”[7] „Człowiek rodzi się w wiosce, która istniała przed nim. Z wolna jednak ta wioska staje się jego ojczyzną, miejscem, w którym żyje i które wypełniają wspomnienia.”[8] „Drogi i miejsca stają się wspomnieniami, czas i przestrzeń staja się historią jego życia.”[9] Podsumowując PRZESTRZEŃ ARCHITEKTONICZNA (URBANISTYCZNA) jest definiowalna, ograniczona, różnorodna, natomiast JAKOŚĆ tej PRZESTRZENI odzwierciedla i wyraża człowiek, który w niej przebywa.
ELEMENTY PRZESTRZENI ARCHITEKTONICZNEJ (URBANISTYCZNEJ)
Architekt, a tym bardziej urbanista zarządza przestrzenią. Nigdy jednak nie wychodzi poza jej wybrany fragment. Zajmuje się konkretnym miejscem; jak twierdzi Tadao Ando: ”Celem architektury jest konstruowanie miejsc.”[10] MIEJSCE- to „synteza przybycia i wyjazdu oraz wnętrza i zewnętrza”[11], to bliskość, a zarazem ograniczenie. Odkąd istniała architektura, istniała też waloryzacja miejsc. Niektóre były częściej i chętniej „odwiedzane” od innych. Szczególne znaczenie miało zawsze CENTRUM. Według Kevin’a Lynch’a centrum oznacza stworzenie specjalnego miejsca, „węzła”. „Węzły to strategiczne ośrodki, w które obserwator może wejść-zazwyczaj są to połączenia dróg, albo skupiska o pewnych charakterystycznych cechach.”[12] Charakter centrum określa ściśle funkcja, jaką pełni, wyznacza ona granice, a także kierunki jego przyszłego rozwoju. Kolejnym elementem przestrzeni jest DROGA. Przecina ona przestrzeń wydzielając kolejne miejsca, jednak jej powstanie związane jest z ruchem. Kevin Lynch nazywa drogi „kanałami, wzdłuż których zazwyczaj, czasami lub potencjalnie porusza się obserwator.”[13] Droga to kanał wydzielony w przestrzeni, umożliwiający ruch. Wyznacza to pewien ład komunikacyjny. Inaczej wygląda sprawa osi; „Oś organizująca przestrzeń nie ma w gruncie rzeczy służyć ruchowi, lecz przedstawia symboliczny kierunek wiążący ze sobą ciąg elementów i często odnoszący je do większej całości.”[14] OŚ powstaje w konkretnym celu, ma swój początek i koniec, nawleka na siebie kolejne miejsca, waloryzując je. Najwyższe w hierarchii miejsce- zakończenie osi ma zawsze duże znaczenie kompozycyjne i często symboliczne; w przestrzeni urbanistycznej jest to na przykład rynek, natomiast w przestrzeni architektonicznej był to między innymi ołtarz. „Zdarza się, że oś i droga są identyczne. Rzeczywista droga i bardziej abstrakcyjna oś mogą składać się z tak poziomych jak i pionowych elementów.”[15] Jednak jest jeszcze jeden bardzo ważny element przestrzeni- bez niego pozostałe nie wywierałyby na nas wrażenia. Spełnia on z jednej strony funkcję czegoś stałego, do czego zawsze można się odnieść. W świadomości społecznej tkwi bardzo głęboko jako coś identyfikującego dany obszar, miejsce. Dlatego każde przekształcenia lub próby drastycznej jego zmiany spotykają się zawsze z ostrą opozycją opinii publicznej. To ono sprawia, że dane miejsce wyróżnia się w jakiś sposób; „…mówimy o miejscu w krajobrazie i myślimy o domu; góry to ściany, pola- podłogi, rzeki-drogi, wybrzeża to krawędzie, a najwyższy punkt w łańcuchu górskim to drzwi”[16], ”…funkcją krajobrazu jest zawsze zapewnienie ciągłego tła w naszym obrazie środowiska (a także w naszym polu widzenia). Jeśli ten warunek nie zostanie spełniony, nie można mówić o krajobrazie.”[17] W miarę rozwoju urbanistyki człowiek zaczął doceniać funkcję tła w przestrzeni; zauważono jak dużą rolę odgrywa ten element w kształtowaniu klimatu, nastroju miejsca, jak duże ma on znaczenie kulturowe… Zmieniono nonszalanckie podejście do krajobrazu, zaczęto wyznaczać strefy ochrony widokowej, wykonywać analizy pod kątem rozwoju urbanistycznego jak najmniej ingerującego w krajobraz… Kiedy jednak przyjrzymy się sylwecie miasta, lub miasteczka, z daleka, zauważymy, że wśród regularnej, falistej linii zabudowy wynosi się element górujący nad pozostałymi-to DOMINANTA. Nie tylko urozmaica ona widok miasta, lecz również pozwala lepiej zorientować się ludziom w przestrzeni. W małym miasteczku jest to zazwyczaj wieża ratuszowa, lub kościelna dzwonnica, w dużych miastach coraz częściej tę funkcję przejmują olbrzymie budynki biurowo-usługowe.
TWORZENIE W PRZESTRZENI - KONTEKST
Dlaczego niektóre budynki podobają się przechodniom a inne nie? Dlaczego czasem stojąc przed budynkiem mamy wrażenie, że tu nie pasuje? Frank Lloyd Wright pisze: „...jest całkowicie niemożliwe, by rozważyć budynek, jako jedną rzecz, inną jego urządzenie i układ, i otoczenie jako jeszcze inną.”[18] Powyższa teza jest porównywalna ze spacerem we mgle, taki spacer pozwala na analizowanie tylko poszczególnych elementów przestrzeni. Nie daje to jednak pełnego obrazu, zostawia pewien niedosyt… Doskonale obrazuje to fragment wiersza Hermanna Hessego:
„Przejmujący jest spacer we mgle. Każdy krzew i kamień stoi samotnie, żadne drzewo nie widzi drugiego, każde jest samotne… Przejmujący jest spacer we mgle…”[19]
Związane jest to z kontekstem...Czym więc on jest? KONTEKST jest produktem interakcji nowopowstałej rzeczy z TŁEM. To jedna z części trójmianu augustiańskiego „ordo” - Modus, spacias, ordo – to tzw., trójmian augustiański, który na stałe wszedł do średniowiecznej estetyki. Modus – to, co ogranicza daną rzecz, przez co nadaje jej wewnętrzną spoistość i harmonię; ordo – oznaczało zadziwiające prawo kompozycji, które polegało na określeniu relacji do innych przedmiotów otoczenia; spacias – trzeci warunek piękna kompozycji architektonicznej, czyli zbiór właściwości odróżniających daną rzecz od innych, czyli charakterystyczne, plastyczne miejsce budowli czy zgrupowania tworzącego określoną całość. Z kontekstem mają do czynienia wszyscy projektanci, niezależnie od tego czy chodzi o nową markę samochodu, dzbanek do kawy, czy nowy wieżowiec.
Wygląd tych rzeczy (obiektów) zależy od poczucia estetyki twórców. Ilu mamy projektantów, tyle różnorodnych podejść do kontekstu... W oparciu o moje obserwacje dokonałam podziału KONTEKSTU. Moim zdaniem mamy do czynienia z jego dwoma podstawowymi rodzajami: KONTEKSTEM POKORNYM i KONTEKSTEM ODWAŻNYM. KONTEKST POKORNY to ten, który przez większość z nas zostaje niezauważony, to nowoczesność pokorna. Obiekty „pokorne” powstają w spokoju. Ich „nowość” pozostaje niezauważona lub zauważona tylko przez niewielki krąg osób. „Premiera” obywa się bez głośnych dyskusji i rozgłosu...Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ich powiązanie z przeszłością, czymś już zaistniałym, jest tak spójne, że ich „nowoczesność „nie wyłazi na wierzch”. Jak pisze architekt Marek Nowakowski : „Bez zachowania śladów przeszłości nie ma przyszłości.”[20] Rolę pokory wobec „starego” podkreśla również Jerzy Chryniecki pisząc: „Architektura jest najbezstronniejszym świadectwem życia, potrzeb i tęsknot każdego społeczeństwa, jest ona prawdziwą opowieścią o człowieku i jego życiu. Prawdziwa i szczera architektura to ta, która żyje w zgodzie z otoczeniem, wybierając i wytyczając drogę przyszłości.”[21] KONTEKST POKORNY to pokora, tradycja i szacunek dla zastanego miejsca. Dobrym przykładem takiego projektowania są domy prerii Wrighta. W tym przypadku zastany krajobraz odegrał decydującą rolę podczas procesu projektowego. ”Budując domy prerii Wright krystalizuje teorię architektury organicznej. Szuka jedności z krajobrazem otaczającym dom. Dąży do tego, aby bryła budynku wyrastała z otoczenia w sposób naturalny. Domy są otwarte na krajobraz, wiążą się z nimi szerokimi tarasami, przeszklonymi ścianami, dekoracyjną zielenią oplatającą bryłę.(...) Plany domów prerii wydają się rozrastać w sposób organiczny.”[22] Sam architekt przyznaje się do ogromnego szacunku, jakim darzy miejsce, w którym projektuje: „Nigdy nie ustawiam budynku na szczycie, ale obok szczytu. Budynek nie powinien być najważniejszym akcentem. Najlepiej, jeśli jest tylko fragmentem krajobrazu, jego integralną częścią, nie intruzem, ale motywem organicznym, naturalnym.”[23]
Ryc. 4. Dom prerii F. L. Wright’a.
Tym samym odznacza się kolejny opisywany przeze mnie projekt. Jednak w tym przypadku architekci mieli dużo trudniejsze zadanie. Musieli bowiem stworzyć muzeum na terenie dawnego obozu koncentracyjnego w Brzezince koło Oświęcimia. Jak twierdzą autorzy: „(...) istnieją jednak muzea szczególne, gdzie zwykłe reguły przestają obowiązywać, a każda decyzja wymaga niezwykłej odpowiedzialności”[24]. Emocje podczas tworzenia tego projektu były najważniejsze, nie tylko te, które kierowały projektantami i jury, ale przede wszystkim emocje, które należy wywołać u zwiedzającego. Złotym środkiem okazał się w tym przypadku KONTEKST POKORNY. Ingerencja w zaistniałe miejsce była bardzo nikła. „Uporządkowano” je za pomocą pewnych „chwytów” nie tylko architektonicznych, ale przede wszystkim psychologicznych. Osiągnięto tym porażający efekt. Wrażliwy zwiedzający może wczuć się w sytuację więźniów.
Ryc. 5. Widok przez bramę wjazdową na muzeum w Brzezince.
Trasa zwiedzania jest identyczna z drogą, jaką przemierzali więźniowie zaraz po przybyciu do obozu. Jak wiemy już sama podróż do obozu była dla tych ludzi wstrząsająca. Docierali do celu w przepełnionych pociągach, w warunkach niegodnych nawet dla zwierząt. Wchodząc do muzeum możemy potknąć się o tory...Wieźli cały dorobek, gdyż mówiono im, że teraz czeka ich nowe, lepsze życie. Po dotarciu do celu szybko przekonywali się, że jest zupełnie na odwrót.
Ryc. 6. Natychmiast po opuszczeniu pociągu Żydzi musieli ustawić się w dwóch kolumnach: osobno kobiety i dzieci, osobno mężczyźni. Następnie lekarze i pielęgniarze SS przeprowadzali na rampie selekcje, oddzielając silnych i zdrowych od starców, chorych i dzieci. Ci, których uznano za zdolnych do pracy umieszczani byli w obozie. Pozostali, najczęściej 70-75% transportu, byli kierowani na śmierć w komorach gazowych. Po przyjeździe na miejsce musieli oddać cały swój dobytek. Ci, którzy tego nie zrobili zostali zamordowani. Mijając bramę obozu stąpamy po dawnej „rozładowni”. Potem już tylko prosto do łaźni, gdzie rozdzielone rodziny poddawane zostawały „dezynfekcji” w nieludzkich warunkach. „To była prawdziwa szkoła łamania ludzkich charakterów.”[25] Pozbawieni włosów, ledwo rozpoznający się nawzajem, z przydzielonymi pasiakami ruszali do swoich nowych mieszkań-baraków. To właśnie to miejsce zostało przewidziane jako główne miejsce ekspozycji.
Ryc. 7. Widok na łaźnię – stan obecny.
Hitlerowcy w swej skrupulatności zostawili wszystko; fotografie, pamiątki... Autorzy muzeum wykorzystali to. Teraz można je zobaczyć chodząc po ascetycznym chodniku dawnej łaźni. Ze zdjęć uśmiechają się nowożeńcy, młodzi rodzice trzymające na rękach nowonarodzone dziecko, para zakochanych... Idąc po chłodnej, odnowionej łaźni oglądamy równomiernie podświetlone fotografie... Mamy świadomość tego, że są szczęśliwi i że to się skończy. Nieodwracalnie. Niejeden zwiedzający ma ochotę krzyczeć... Wychodzimy z łaźni. Przed nami dalszy ciąg zwiedzania. Naszym oczom ukazują się drewniane baraki posadzone na olbrzymim obszarze porośniętym dziś trawą. Przecież nie tak dawno brnęli tędy w błocie lub w śniegu więźniowie. To tu często kończyło się ich życie...Te miejsca wyglądają dziś mniej przerażająco niż byśmy się spodziewali. Przed architektami stanęło trudne zadanie wstrząśnięcia oglądającymi w miejscu o tak beztroskim wyglądzie. Autorzy projektu muzeum zrobili to, ale w sposób wyjątkowo delikatny, nierzucający się w oczy. Jest to zabieg świadomy. Kiedy idziemy wyżej opisanymi ścieżkami, nagle wśród trawy i polnych kwiatów dostrzegamy granitowe, ascetyczne tablice. Z daleka niewidoczne napisy i zdjęcia, z bliska stają się wyraźnym tekstem w języku polskim, angielskim i hebrajskim. Odkrywają przed nami okrutne tajemnice poszczególnych części obozu...Wykonano je za pomocą tzw. bloku ściągłego, czcionki stosowanej przez hitlerowców do pisania obwieszczeń dla polskiej ludności. Ten zabieg jest dostrzegany, przez ludzi zainteresowanych tematyką II wojny światowej, lub też może być podświadomie wyczuwany przez osoby oglądające kiedyś filmy wojenne. Na pewno rozpoznają tą czcionkę naoczni świadkowie. Jednak tym ostatnim dodatkowe chwyty emocjonalno-architektoniczne nie są moim zdaniem potrzebne. Niejednokrotnie byłam świadkiem, kiedy byli więźniowie nie potrafili ponownie przekroczyć bramy obozów. Miały miejsce drastyczne sytuacje. Osoby te umierały podczas kolejnych odwiedzin obozu...To przerażające, lecz dokładnie obrazuje jak wielki ładunek emocjonalny niesie to miejsce...Nic dziwnego, że autorzy starali się jak najmniej ingerować w tkankę obozu. Jak sami piszą :„Najtrudniejsze są rzeczy proste – najtrudniej powstrzymać się od działania.”[26] Moim zdaniem wybierając symbol, jako element kształtujący muzeum, osiągnęli szacunek do miejsca i historii. KONTEKST POKORNY doskonale spełnia w tym miejscu swoje zadanie.
Ryc. 8. Widok z krematorium na bramę wjazdową do obozu w Brzezince.
Podobnie, bo za pomocą przede wszystkim symbolu, został zaprojektowany obóz koncentracyjny w Dachau w Niemczech. Na środku głównego placu w tym obozie stoi ogromna rzeźba współczesnego artysty, jednak znajduje się ona w pewnym zagłębieniu. Ten fakt w czasie zwiedzani obozu bardzo mnie zaintrygował. Po chwili dowiedziałam się, że wysokość nad poziomem morza zagłębienia pod rzeźbą jest identyczna (i jest to oczywiście zabieg świadomy) z wysokością, na jakiej położony jest obóz w Oświęcimiu... Efekt symbolizmu, jako głównego środka wyrazu jest często nieodłącznym elementem KONTEKSTU POKORNEGO. Nie zawsze jednak otrzymujemy go świadomie... Nie odbiegając od tematyki holocaustu, taki przykład możemy odnaleźć w Oświęcimiu. Jest w tym mieście takie zapomniane miejsce, co dziwniejsze położone w centrum. To stary cmentarz żydowski, opuszczony i zaniedbany. A przecież Oświęcim znany był przed wojną jako druga Jerozolima...Miejsce to zostało wyjątkowo zdewastowane przez hitlerowców podczas okupacji. Po wyzwoleniu austriacka Bundeswera zajęła się uporządkowywaniem porozrzucanych macew. Historia jest paradoksalna: dla ułatwienia porządków austriaccy żołnierze opisali nagrobki białą niezmywalną farbą kolejnymi numerami 221, 222, 2... Efekt jest porażający. Wchodzimy na cmentarz i stojąc przodem do pomników widzimy nazwiska, zdjęcia, modlitwy. Kiedy jednak mamy zamiar wyjść, obracamy się i naszym oczom ukazuje się tył nagrobków, a imiona przemieniają się w numery... To jakby nieświadoma, doskonała definicja...nieodwracalnego.
Istnieje jednak takie miejsce na ziemi gdzie ludzie są „szczęśliwi”. Zastosowano złoty środek. Udało się.Zachowano równowagę między zastaną i nową rzeczywistością...Tak przynajmniej twierdzi jedna z mieszkanek Ritta Nikula: „W leśnym mieście Tapiola stare rzeczy są naprawdę stare, a to co jest nowe jest nowe z pełną pokorą.”[27]
Ryc. 20. Fragment miasta Tapiola.
Miasto to zostało zaprojektowane przez architekta Aarne Ervi w 1955 roku. „ (...) Zyskało światową sławę dzięki swemu humanizmowi, zrośnięciu z krajobrazem, prostocie i rzetelności architektury.”[28] Jest to dzielnica dla około 20 tysięcy mieszkańców, która zyskała sobie opinię:”najbardziej oszałamiającego, najpiękniejszego, nowoczesnego miasta w Europie.”. „Gdy patrzy się na miasto z lotu ptaka, widać lasy, pagórki, łąki, dopiero po chwili oko wyodrębnia wśród lasu grupę domów, a łąki okazują się miejskimi trawnikami.”[29] Tak opisuje je jeden z ludzi, którzy stracili głowę dla tego miasta...”[30] Wtopienie w pejzaż nadało przestrzennym ramom życia mieszkańców tak potrzebną intymność, uchroniło od zerwania, niezmiernie istotnego dla współczesnego człowieka, kontaktu z przyrodą, przy jednoczesnym wprowadzeniu tych wszystkich ułatwień, które daje współczesna technika.”[31] Jednak Tapiola nie jest jedynym takim miastem w Finlandii. W państwie tym „zarówno w pojedynczych budynkach, jak i w planowaniu całych zespołów urbanistycznych istnieje wyraźna tendencja do uwalniania człowieka od sztywności i monotonni, które najbardziej utrudniają adaptację w nowym środowisku”[32](tak jak miało to miejsce w „jednostce marsyliańskiej” Le Corbusier’a). „W miastach fińskich rozluźnia się więc maksymalnie sztywność układów, szuka się równowagi między obszarami mieszkalnymi i przyrodą.”[33] Jednak założenia ideowe nie zawsze pokrywają się z odczuciami ludzi zamieszkujących dane miejsce. Mnie ostatecznie do założeń Tapioli przekonała wypowiedź mieszkanki tej dzielnicy Helsinek. Ritta Nikula spędziła z rodziną w tym miejscu 26 szczęśliwych lat (jak opisuje w swoim reportażu). Autorka tego tekstu opisuje to miejsce jako oazę szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa; „ Komórkowa struktura planu miasta sprawdzała się znakomicie. Można było bezpiecznie załatwić swoje sprawy, pieszo lub jeżdżąc na rowerze, nawet gdy ktoś był mały, lub roztrzepany. (...) Otwarte otoczenie dawało dzieciom przestrzeń, w której mogły rosnąć i ćwiczyć niezależność”.[34] Ritta pisze jednak o jeszcze jednej istotnej rzeczy w tym mieście; o prostocie, współgraniu z krajobrazem, a także o braku pobudek ekonomicznych podczas kształtowania struktury urbanistycznej (co w dzisiejszych czasach jest ewenementem). Przytoczę teraz opowiadający o tym fragment jej wypowiedzi: „(...) Widzieliśmy architekturę Tapioli we wszystkich porach roku. Proste założenia fińskiego modernizmu za każdym razem wyglądały lepiej. Małe jest piękne, gdy zostało dobrze zaprojektowane. Subtelne rozmieszczenie budynków w naturalnym otoczeniu i przemyślane dostosowanie kubatur, rytmiczne przeplatanie domów wielorodzinnych z szeregowymi, wijące się ścieżki dla pieszych, przestronne trawniki, liczne drzewa i zieleń – wszystko to związane jest z wartościami estetycznymi i praktycznymi. Ciekawa jestem, czy kiedykolwiek zbuduje się czternaście szeregowych segmentów na działce przeznaczonej dla osiemnastu – tylko dlatego, że w ten sposób lepiej wpasowują się one w krajobraz. Takie rozwiązanie umożliwiło późniejsze rozbudowywanie, co w następnych latach okazało się niezwykle korzystne, bowiem oszczędzało ludziom trudów przeprowadzki. (...) Zawsze kochałam tradycyjne, zbudowane z kamienia i cegły solidne kamienice, nawarstwienia historii i patynę czasu. Niemniej jednak spędziłam w Tapioli dwadzieścia sześć szczęśliwych lat, ucząc się wielu nowych rzeczy. Nauczyłam się wrażliwości na środowisko, w którym działalność człowieka stanowi jedynie drobny ślad w wiekowym krajobrazie...”[35] Tapiola jest z pewnością bardzo wyjątkowa. Trudno odnaleźć w najbliższym otoczeniu miejsce, gdzie czynnik estetyczny przeważał nad czynnikiem ekonomicznym w momencie kształtowania osiedla...Jednak nawet w Małopolscy można odnaleźć trochę kultury skandynawskiej. Jest takie małe osiedle w Brzeszczach koło Oświęcimia...Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że tworzą je małe identyczne, fińskie domki. Skąd się tu wzięły? Nie udało mi się do końca dowiedzieć. Ogólnie wiadomo, że powstały po wojnie. Chronologia tego miejsca jest na pewno frapująca, jednak bardziej zajmujący jest jego urok...
Ryc. 21. Fińskie domki w Brzeszczach.
Kiedy jedziemy główną drogą tego miasteczka, naprzeciwko cmentarza skręcamy w małą, boczną uliczkę. Wspinamy się nią na niewielkie wzniesienie, gdzie po naszej prawej stronie majaczy mała zabudowa ukryta w otaczającej zieleni. Na pierwszy rzut oka zdumiewa jej regularność i uporządkowanie. Zaskakuje też dosyć strome nachylenie połaci, jak na tą okolicę, a także jednolitość materiałowa. Każdy domek jest usytuowany frontem do wewnętrznych uliczek i szczytem do drogi okalającej osiedle. Tym prostym zabiegiem uzyskano efekt bezpieczeństwa i intymności osiedla. Każdy się tam zna, dzieci wychowują się na podobnych podwórkach w podobnych domach. Będąc na miejscu czujemy się bezpiecznie, nie tylko przez odpowiednie zaplanowanie zabudowy, lecz też dlatego, że ulice wewnętrzne są bardzo szerokie (porównując z innymi osiedlami o ty standardzie). Dzieci jeżdżą po nich na rowerach, a my jadąc samochodem nie musieliśmy ich omijać wjeżdżając każdorazowo na chodnik...
Ryc. 22. Ulica na osiedlu domków fińskich w Brzeszczach.
Każdy domek jest podobny, ale nie ma dwóch takich samych. Każdy jest fiński, ale jednocześnie polski... Może to taka nasza mała Tapiola...?
Dzisiejsze czasy odznaczają się masowością. Indywidualność jednostki zatraciła się. Żyjemy w kulturze anonimowości. Nie można się więc dziwić ludziom dążącym za wszelką cenę do pokazania siebie. Chęć silnego zaakcentowania własnego „ja” jest domeną naszych czasów. Tym też trudniejszą pracę mają Ci, którzy wybrali drogę tradycji, pokory i szacunku do miejsca. Jest to droga tym cięższa, gdyż pozbawiona rozgłosu. A rozgłos „jak wiemy” jest głównym motorem sławy nie tylko twórcy, ale też inwestora. Rozważmy hipotetyczną sytuację. Inwestor rozpisuje konkurs, na który zostają nadesłane różne projekty. Inwestor chce przyciągnąć uwagę ludzi do mającego powstać obiektu (np. centrum handlowego). Sam wygląd obiektu musi stać się dla danego miejsca reklamą. Wiadomo powszechnie, że im „ciekawszy, wabiący oczy” obiekt, tym więcej ludzi będzie chciało go zobaczyć...a stąd już mały krok do sukcesu handlowego. Dobrym przykładem są wielkie centra handlowe-zwłaszcza te nowo wybudowane w Krakowie: Plaza, M1. W każdym z tych obiektów łatwo odnaleźć tzw. „chwyty architektoniczne”. Przyciągają one uwagę, lecz nie mają żadnych powiązań architektoniczno-urbanistycznych z otaczającym terenem. Przykładowo centrum M1 starało się zastąpić potencjalnym klientom nie tylko muzeum sztuki prehistorycznej, lecz nawet rynek krakowski– odwieczny symbol handlu. Problem ten powstał, gdyż od KONTEKSTU ODWAŻNEGO = TYRANI NOWOCZESNOŚCI już tylko krok do kiczu. Patrząc z drugiej strony tworzenie rzeczy odważnych, czy nawet kiczu (mam na myśli świadome tworzenie) wymaga odwagi. Jest wymuszoną potrzebą tworzenia KONTRAPUNKTU, PRZECIWWAGI dla zastanej rzeczywistości. „Bywa, że stara struktura domaga się kontrapunktu, przeciwwagi.”[36] Ten element ryzyka przynosi często zdumiewające efekty. Obrazują to słowa Agnieszki Gruszczyńskiej-Hyc: „Spotkanie starego z nowym jest naturalną koleją świata. Bywa trudne, rodzi konflikty, ale równocześnie pobudza i inspiruje”[37]. Tego typu odwaga wyzwala skrajne emocje: negatywne i pozytywne, ale przede wszystkim chroni nasz świat od nudy... Historia to potwierdza. Każdy nowy styl budzi kontrowersje. Tak było w przypadku postawienia przed Luwrem szklanej piramidy, ale też z secesją uznawaną przez ówczesnych za kicz. Nie trzeba jednak szukać wśród współczesnych. Prawdopodobnie takie same (jak nie większe?!) kontrowersje wzbudzały jasne, strzeliste budowle gotyckie. Dlaczego? Nastały po zacienionej, topornej zabudowie romańskiej. Wśród średniowiecznych chrześcijan wejście do „nowej” świątyni gotyckiej musiało być nie większym przeżyciem niż postawienie wieży Eiffel’a dla mieszkańców Paryża?! Jednak patrząc z drugiej strony zadajemy sobie pytanie: jak gotyk wpłynął na odbiór romańskiej architektury przez ówczesnych ludzi? Jak zaczęli postrzegać swoje „stare” kościoły? Jakie to miało konsekwencje? A miało na pewno, gdyż jak pisze Tomasz Jastrun: ”Na odbiór dawnej zabudowy wielki wpływ ma architektura, która właśnie powstaje, to ona tworzy nowy kontekst...”.[38] Wydaje mi się, że zachwyt ówczesnych nad romańskimi obiektami opadł, a przemienił się w podziw nad gotykiem. Jednak proces ten trwał o wiele dłużej niż dzisiaj. Budowla powstawała dziesiątki lat. Często dopiero kolejne pokolenie widziało efekty pracy poprzedniego...Może to dlatego nowość w architekturze budzi dziś takie kontrowersje, bo dzieje się za szybko...? Jednak przecież musi się „dziać”? Można by w tym momencie zaryzykować tezę, że gdyby nie było KONTEKSTU ODWAŻNEGO, nie byłoby postępu w architekturze. Co za tym idzie „prawdziwej architektury.” Jak twierdzi niemiecki filozof Hegel :”Rzeczywiste jest to co wywiera wpływ”, a co bardziej potrafi wywrzeć wpływ niż NOWOCZESNOŚĆ. „Nowości” pojawiają się w różnych dziedzinach życia i sztuki, dlaczego więc budynki budzą zawsze większe kontrowersje niż np. nowy model czajnika? Odpowiedział na to pytanie Tomasz Jastrun:”Ze względu na skalę(...), nowość w architekturze jest czymś bardziej dobitnym niż w innych sztukach.”[39] Nowoczesność jest ogromną siła napędową - z pomocą upływającego czasu pożera swe wytwory robiąc miejsca dla kolejnych – perpetum mobile... Spacerując po ulicach mamy tego namacalne przykłady. Budynki, które jeszcze parę lat temu za swą oryginalność i nowatorstwo otrzymały tytuły „mister .... roku”, dziś stoją ponure i zapomniane- wszystko płynie...
Jednak NOWOCZESNOŚĆ wiąże się jeszcze z jednym ważnym pojęciem: MODĄ. Ma ona wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia, włącznie z architekturą. Z moich obserwacji wynika, że tak jak zmiany w następujących po sobie stylach architektonicznych można zapisać za pomocą sinusoidy, tak samo można zobrazować tendencje w kontekście. Moda na pokorę lub oryginalność związana jest nierozerwalnie z nastrojami epoki, w jakiej przyszło nam żyć. Żyjąc w epoce anonimowości, automatycznie mamy silną potrzebę indywidualności, dlatego też będziemy tworzyć rzeczy niepowtarzalne. Na tej podstawie można zaryzykować stwierdzenie, że naszą epokę cechuje dążenie do KONTEKSTU ODWAŻNEGO. Porównując to zjawisko z przykładami z przeszłości, tak właśnie zaczyna się dążenie do nowego stylu, który kształtuje się właśnie na naszych oczach. Nie są to jednak tylko moje spostrzeżenia, gdyż jak twierdzi pewien architekt: „Koszmarną rzeczą we współczesnej architekturze (...) jest nieskończona wyjątkowość budynków.”- czy nie jest to samą w sobie definicją kształtowania się nowego stylu...
Na zakończenie przytoczę słowa F. L. Wrighta:”Człowiek, który posiada swoją odrębną indywidualność (a któż jej nie posiada?), ma prawo wyciskać jej piętno na otoczeniu, w którym przebywa.”[40]
Bibliografia
Czapliński W., Świadek , Architektura NR 8 – 2002 Gruszczyńska- Hyc A., Nowe w starym, Architektura NR 10 – 2001 Jastrun T., Tekst i kontekst architektury , Architektura NR 9 – 2001
Kozłowski D., et. al., Definiowanie przestrzeni architektonicznej. Projektowanie architektury a teoria., Kraków 2000 Nikula R., Do widzenia, Tapiolo, Architektura NR 7 – 1999 Norbert-Schulz Ch., Bycie, przestrzeń i architektura, Warszawa 2000
Źródła ilustracji
Ch. Norbert-Schulz, Bycie, przestrzeń i architektura, Warszawa 2000: 1; Fotografie ze zbiorów własnych: 2, 3, 5, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 21, 22; P. Trzeciak, Przygody architektury XX wieku, Warszawa 1974: 4, 20; Tablice ekspozycyjne w Muzeum w Brzezince: 6; Materiały informacyjne Muzeum w Brzezince: 19
[1] Ch. Norbert-Schulz, Bycie, przestrzeń i architektura, Warszawa 2000, s. 24, cyt. za O. Spengler, The Decline of the West, Londyn 1934, t. 1, s. 188. [2] ibidem, s.13, cyt. za G. Nitschke, Anatomie der gelebten Umwelt, Bauen + Wohnen NR 9-1968 [3] ibidem. [4] Ch. Norbert-Schulz, op. cit., s. 13. [5] ibidem, s.14. [6] ibidem, s. 39. [7] ibidem, cyt. za R. Schwarz, Von der Bebauung der Erde, Heidelberg 1949, s. 59. [8] ibidem, s. 30, cyt. za R. Schwarz, op. cit., s. 193. [9] ibidem. [10] Dariusz Kozłowski et. al., Definiowanie przestrzeni architektonicznej. Projektowanie architektury a teoria., Kraków 2002, s. 243. [11] Ch. Norbert-Schulz, op. cit., s. 49. [12] ibidem, s. 39, cyt. za K. Lynch, The Image of the City, Cambridge 1960, s. 72. [13] ibidem, s. 49, cyt. za K. Lynch, , op. cit., s. 83. [14] ibidem, s. 49. [15] ibidem. [16] ibidem, s. 28, cyt. za R. Schwarz, op. cit., s. 11. [17] ibidem, s. 29. [18] Dariusz Kozłowski et. al., Definiowanie przestrzeni architektonicznej. Projektowanie architektury a teoria., Kraków 2002, s. 150. [19] Ch. Norbert-Schulz, op. cit., s. 34, cyt. za O. F. Bollnow, Mensch und Raum, Stuttgart 1963, s. 212. [20] M. Nowakowski, Apetyt architektów, Architektura NR 2 – 2001, s. 9 [21] P. Trzeciak, Przygody architektury XX wieku, Warszawa 1974, s. 7. [22] ibidem, s. 78. [23] ibidem, s. 78. [24] W. Czapliński, Świadek , Architektura NR 8 – 2002, s. 8 [25] ibidem. [26] ibidem. [27] R. Nikula, Do widzenia, Tapiolo, Architektura NR 7 – 1999, s. 12 [28] P. Trzeciak, op. cit., s. 334 [29] ibidem. [30] ibidem. [31] ibidem. [32] ibidem, s. 335 [33] ibidem. [34] R. Nikula, op. cit., s. 14 [35] ibidem. [36] A. Gruszczyńska- Hyc, Nowe w starym, Architektura NR 10 – 2001, s. 12 [37] ibidem. [38] T. Jastrun, Tekst i kontekst architektury , Architektura NR 9 – 2001, s. 11 [39] ibidem.
|
|||
|
|
|||
| |Wstecz| |












