|
Ona cię urządzi!
- Do każdego klienta podchodzę indywidualnie, dopiero po wielu dyskusjach jestem w stanie zaprojektować dobre wnętrze - o swojej pracy w rozmowie z netbird.pl opowiada architektka Marta Kopijasz.
Ostatnimi czasy obserwujemy znaczny wzrost zainteresowania projektowaniem i urządzaniem wnętrz, zarówno w mediach, jak i wśród przeciętnych posiadaczy własnego „M”. Zauważamy również coraz większą dbałość o wizerunek wnętrz komercyjnych czy użyteczności publicznej.
W rozmowie z Ewą Łabudzińską, Marta Kopijasz, absolwentka Architektury i Urbanistyki na Politechnice Krakowskiej odpowiada na pytania, dotyczące zawodu architekta, zainteresowań z nim związanych, a także o różnicach między polskimi, a angielskimi inżynierami.
E.Ł.: Na początku opowiedz nam o zrealizowanych przez Ciebie projektach. M.K.: Pracę jako architekt wnętrz rozpoczęłam już podczas studiów. Najwięcej z moich prywatnych realizacji to wnętrza mieszkań, apartamentów do wynajęcia; pojawiały się też wnętrza komercyjne, realizowane głównie w pracy za granicą. Były to przestrzenie publiczne na lotniskach, restauracje, sklepy, kawiarnie, salony fryzjerskie, szpitale weterynaryjne, biura itp. Ostatnio zajmowałam się opracowywaniem koncepcji budynku biurowego i pomieszczeń biurowych dla Sądu. Teraz zabieram się za kolejne mieszkanie.
E.Ł.: Jakie kierunki w architekturze interesują Cię najbardziej? M.K.: Moim ulubionym kierunkiem w architekturze jest minimalizm, czyli jak to ujął znany architekt Ludwig Mies van de Rohe „Mniej znaczy więcej”. Prostota formy architektonicznej, geometryzacja, detal ograniczony do minimum, a całość formy podyktowana funkcjonalizmem, to podstawowe założenia tego kierunku. Mistrzami opisywanego przeze mnie kierunku są Japończycy, którzy nie poprzestali na tworzeniu w duchu minimalizmu samych budynków, znaleźli odniesienie do niego zarówno w urbanistyce jak i w projektowaniu wnętrz. Japonia w swojej historii sztuki zawsze opiewała prostotę, zarówno w malarstwie jak i wnętrzach. Współcześni mistrzowie opisywanego kierunku, czerpiąc z rodzimej kultury, naturalnie tworzą w jego duchu. Popularne obecnie Feng shui to kolejny wynalazek mieszkańców Japonii. Nauka ta również znajduje odniesienie w moich projektach, gdyż opiera się głównie na oddziaływaniu na ludzką podświadomość pewnych elementów wnętrza. Jak sądzę znajomość tego nurtu pozwala mi stworzyć bardziej komfortowe wnętrze.
E.Ł.: Masz już za sobą współpracę z zagranicznymi pracowniami projektowymi. Jak myślisz, czy absolwenci polskich uczelni są dobrze przygotowywani do pracy w swoim zawodzie? Czy jest im łatwo po studiach zdobyć ciekawą pracę? M.K.: Skończyłam studia w 2005 roku. Politechnika Krakowska oferuje oprócz dyplomu drugi stopień RIBA (Royal Institute of British Architects), który w naszym kraju nie jest jeszcze premiowany, natomiast ma ogromne znaczenie podczas szukania pracy w krajach anglosaskich. W 2005 r. łatwiej było mi dostać pracę za granicą niż w kraju. Był to specyficzny czas, kiedy większość moich znajomych ze studiów wyemigrowała z kraju. Z resztą z bardzo dobrym skutkiem, gdyż udało im się zdobyć pracę w najbardziej prestiżowych biurach architektonicznych w Londynie. Otrzymałam kilka dobrych ofert pracy z biur angielskich i podjęłam pracę w jednym z nich. Byłam jedną z nielicznych zatrudnionych osób z tak wysokim stopniem opisywanego powyżej certyfikatu. Muszę przyznać, iż było to dla mnie zaskoczeniem, jak wysoko Anglicy oceniają naszą rodzimą edukację.  E.Ł.: Rozumiem, że nie mamy czego się wstydzić, jeśli chodzi o umiejętności naszych młodych architektów? M.K.: Wręcz przeciwnie, często przewyższamy w umiejętnościach Anglików i Irlandczyków, zwłaszcza, jeżeli chodzi o „inżynierskie podejście do sprawy”. Na naszych uczelniach duży nacisk kładzie się na techniczną stronę wykształcenia, na obsługę programów architektonicznych. Ćwiczymy również umiejętności manualne (np. rysunek, makiety). To wszystko powoduje, że za granicą jesteśmy wysoko cenionymi pracownikami. My możemy natomiast pozazdrościć Anglikom ich doskonałej organizacji pracy, całkowitej komputeryzacji i rozwiniętej komunikacji internetowej. Tam załatwienie formalności w urzędzie trwa bardzo krótko, często jest to kwestia wysłania e-maila. W Polsce te same procedury często trwają miesiącami, jeśli nie latami, a o formie elektronicznej niektórych dokumentów póki co można zapomnieć.
E.Ł.: Czy z Twojego doświadczenia wynika, że Polacy chętnie korzystają z pomocy fachowca przy projektowaniu swoich wnętrz? Można określić jakiś typ osób zgłaszających się po poradę? M.K.: Architekt wnętrz to zawód, który w naszym kraju zaczął królować wraz z boomem budowlanym. Olbrzymia ilość nowych inwestycji, a także wzrost ich cen spowodowała, że Polacy zaczęli chętniej korzystać z naszych usług. Na rynku pojawiło się też więcej niż dotychczas materiałów do wykończenia wnętrz, co z kolei przyczyniło się do większego niezdecydowania klientów. Poza tym przyszła po prostu moda na ten zawód. Z pomocy fachowców korzystać zaczęli wszyscy - od deweloperów, chcących wypromować swoje mieszkania, przez sklepy, salony fryzjerskie i inne wnętrza komercyjne, po mieszkania prywatne, które zaczęły nabierać zupełnie innego charakteru niż jeszcze przed kilkoma laty. Klienci często mają swoje pomysły, ale nie do końca sprecyzowane. Właściwie każde zlecenie rozpoczynam szczegółowym wywiadem z klientem, podczas którego precyzuję główne założenia funkcjonalne i estetyczne, by dowiedzieć się, w jakim kierunku podążać podczas projektowania.
E.Ł.: Twoi klienci kierują się nowinkami na rynku czy raczej preferują ostrożną klasykę? M.K.: Jest to oczywiście sprawa indywidualna, niektórzy zwracają się do mnie z prośbą o całkowicie nowoczesne, wręcz ascetyczne wnętrze, niektórzy natomiast preferują tylko i wyłącznie klasykę; inni nie mogąc zdecydować się, stawiają na połączenie klasyki z nowoczesnością (jest to też bardzo modny nurt we współczesnych wnętrzach). Do każdego klienta należy podejść indywidualnie, wtedy dopiero po wielu dyskusjach jestem w stanie zaprojektować dobre wnętrze. A „dobre wnętrze” to takie, w którym dobrze czuje się mój klient.
E.Ł.: Jakie jest według Ciebie najważniejsze miejsce w domu, i w jaki sposób proponowałabyś je urządzić? M.K.: Najważniejsze miejsce w domu jest innym pomieszczeniem dla każdego z nas. Dla architekta jest to zazwyczaj łazienka, ale ponoć to nasze zboczenie zawodowe. Już na studiach krążyły na ten temat anegdoty, że podczas zwiedzania topowych światowych budynków każda toaleta jest przyblokowana przez studentów architektury robiących w niej zdjęcia… Najczęściej jest to jednak salon/ pokój dzienny, który jest wizytówką mieszkania. Bardzo modne ostatnio otwarcie pokoju na kuchnię powoduje zespolenie tych dwóch pomieszczeń i potrzebę wydzielenia jadalni, jako elementu łączącego. Jeżeli chodzi o styl, to każdy klient ma swoje potrzeby. Zupełnie inaczej urządziłabym mieszkanie singla, w którym można sobie pozwolić na szaleństwo w materiałach wykończeniowych, zwłaszcza tak modnym ostatnio zestawieniu szkła, stali, drewna egzotycznego i betonu. Takie wnętrze na pewno będzie robiło duże wrażenie na gościach, jednak niekoniecznie okaże się funkcjonalnym. Dla rodzinnego salonu odpowiedni byłby styl skandynawski, czyli minimalizm przytulny.
E.Ł.: Zdradź nam proszę swoje zawodowe plany na przyszłość. M.K.: Moim marzeniem jest rozwinięcie działalności na większą skalę i założenie większej, kilkuosobowej firmy. Zbliża się powoli wiosna i myślę, że wraz z nowymi inwestycjami budowlanymi moje plany mogą powoli zacząć się realizować... No i oczywiście zależy mi na tym, aby klienci byli zadowoleni z mojej pracy tak jak dotychczas, bo daje to ogromną satysfakcję i motywację do pracy.
Tekst pochodzi z portalu Netbird.pl - Autor: mgr Ewa Łabudzińska l
|